Reklama
altany
Foto Lab
hurtownia sportowa
ślubna suknia
meblościanki
A A A

WYCHOWANIE CZY TRESURA?

Dawniej pies chował się mniej więcej do roku ot tak,, jak bądź „przy kuchni". Młodość spędzał więc w zupełnym zaniedbaniu. Potem oddawano go na tygodnie lub miesiące do tresury, gdzie wraz z innymi podobnymi delikwentami był wychowywany me­todą „par force". W czasie nauki zmuszano go do wykonywania paru sztuczek, jak służenie, napadanie na ludzi (bo prawidłową obroną nie można tego nazwać), dawanie łapy lub warowanie i aport, gdy chodziło o wyżła. Taki zahukany i nieufny wobec lu­dzi pies wracał do dawnego czy też nowego pana z nazwą „ułożo­nego". Jeśli pan był przyjacielem zwierząt i intuicyjnie lub na pod­stawie własnych doświadczeń umiał zaskarbić zaufanie psa, mógł być z tej nauki pożytek o tyle, o ile potrafił utrwalić i rozwinąć w swoim pupilu wbite mu tersurą początki. Jeżeli zaś tego nie umiał, to pies, który przy kupnie lub po ukończonej „szkole" wy­kazał swe umiejętności, po pewnym czasie w rękach nowego właś­ciciela stawał się nagle „głupi" lub „uparty". Zbierał więc częściej lub rzadziej „lanie" za to, że „nie chce" wykonywać rozkazów, któ­rych po prostu nie potrafił skojarzyć. W końcu zniecierpliwiony pan przeznaczał go na łańcuch, albo uszczęśliwiał nim kogoś ze znajomych — gdzie zaczynało się to samo od nowa — albo wresz­cie pozostawiał psa samopas. Ten w końcu stawał się włóczęgą, a więc naprawdę szkoda było czasu i pieniędzy na jego „kształce­nie." Ktoś, kto naprawdę kocha zwierzęta, chce mieć przyjemność i pożytek ze swego psa, powinien go sam sobie wychować. Dlatego więc radziłem na początku niniejszej książki, by nabywać młode­go psa, jeśli się ma sprzyjające warunki i czas. Unikałem też częs­tego używania słowa „tresura". Uważam bowiem, że przeciętny amator nie zajmuje się tresurą, lecz wychowaniem, nawet wtedy, gdy chodzi o psa użytkowego. Właściwe wychowanie jest najlepszą podstawą do dalszej na­uki, zarówno zresztą u człowieka, jak i u zwierząt. Można wpraw­dzie także starszego psa, zupełnie surowego dobrze wyszkolić, łat­wiej jednak i lepiej wychować go od wczesnej młodości, powoli i stopniowo rozbudzając w nim, w miarę jego dojrzewania, in­stynkty pożądane, a tłumiąc niepożądane. Stosunek przewodnika do psa powinien stale opierać się na zasadzie „współżycia w sfo­rze". Pan powinien być niezaprzeczalnie autorytetem nie zezwa­lającym na bunt, lecz wzbudzającym bezgraniczne zaufanie, że przy nim — „przewodniku sfory" nic psu nie grozi, że wspól­nie stanowią zespół panujący nad otoczeniem. Uwagi te są przeznaczone przede wszystkim do użytku amato­ra, który chce dla siebie przygotować jednego lub kilka psów. Ina­czej przedstawia się sprawa w zakładach, gdzie dla celów służbo- wych, milicji, straży granicznej, łączności albo wojsk sanitarnych szkoli się równocześnie większą grupę psów. Tam oczywiście trze­ba się posługiwać bardziej szablonową metodą, lecz nie można nigdy zapominać, że pies jest obdarzony osobniczymi cechami charakteru i wymaga indywidualnego traktowania. Tresura w zakładach prowadzona jest przez doświadczonych fachowców, którzy obserwują nie tylko przebieg nauki psa, lecz również udzielają wskazówek właściwego postępowania przewod­nikom odbierającym wyszkolenie wraz z psami. Ostatni „szlif" nadaje psu dopiero praktyka. Im bardziej wyspecjalizujemy psa w jakiejś określonej dziedzi­nie i to zgodnie z jego wrodzonymi talentami, tym precyzyjniej­sze można uzyskać wyniki. Na odwrót, przy różnorodnej pracy umiejętność psa będzie powierzchowna, a rezultaty mniej zado­walające. Pies wszechstronnej użyteczności nie może skutecznie konkurować ze specjalistą. Wreszcie i tu należy pamiętać o starej prawdzie,, że tylko ciągłe powtarzanie w praktyce nabytej umie­jętności doprowadza do coraz większej doskonałości. Przewodnik powinien stale kontrolować psa, czy nie ma on tendencji zmanierowania się lub czy nie powstają u niego mylne skojarzenia. Pewien jestem, że kto raz przekona się o skuteczności metody — „uczyć bawiąc i bawić ucząc", ten raz na zawsze zarzuci stare sposoby szkolenia. Nie trzeba się obawiać, że pies, który się uczy w czasie zabawy, będzie mniej pożyteczny w pracy. Przeciwnie, jeśli jego zdolności zostały rozbudzone i skierowane na pożądany tor przy zabawie,, również przy pracy będzie okazywał posłuszeń­stwo i gorliwość, wynikające z ochoty do wyładowania instynktów wrodzonych, a tylko umiejętnie pokierowanych przez człowieka. Doświadczenie wykazuje, że kara i przymus jako czynniki ha­mujące są mniej skuteczne niż nagroda i oddziaływanie przyjem­ne, które idzie w parze z naturalnymi skłonnościami. Nauczyć można tylko przy stosowaniu nagród, natomiast kary mogą być pomocne przy oduczaniu. Przewodnik powinien się zastanowić, jakie instynkty można u psa pobudzić, by osiągnąć zamierzony cel, a jakie stłumić. Uświadomiwszy sobie cel,, łatwiej znajdzie środki do jego realizacji. Pozostaje do omówienia jeszcze jeden problem. Kiedy należy rozpocząć wychowanie i naukę? Otóż nie można tu wyznaczyć ogólnej reguły, podobnie zresztą jak u człowieka. Dobrze jest za­cząć jak najwcześniej, z chwilą gdy szczenię zostanie odłączone od matki. Im staranniejsze i lepsze jest wstępne wychowanie, tym milszy staje się pies jako towarzysz w domu i w ewentualnej wspólnej pracy i tym łatwiej będzie go układać przy właściwej nauce. Oczywiście wymagania należy stopniować stosownie do wieku pupila. Aby nie nabył on niepożądanych manier, powinien jak najwięcej przebywać w towarzystwie swego pana. Rozwinie się wtedy jego inteligencja i wzmocni przywiązanie. Należy pod­kreślić, że przyjazny kontakt z człowiekiem powinien zaczynać się jeszcze gdy szczenię jest przy suce. Doświadczenia amerykań­skich uczonych, a w szczególności Elliota i Scota wykazały, że psy z miotu chowanego w zupełnej izolacji od człowieka do 14 tygod­ni, dożywotnio już były właściwie nieoswojone i nieufne, i nie po­trafiły dostosować się do ścisłego współżycia z ludźmi. Pfaffen-berger twierdzi, że główny rozwój zdolności umysłowych psa od­bywa się w okresie 16 tygodni i zaniedbania z tego okresu nie dadzą się później wyrównać. Nie można pominąć wpływu czynni­ka wzajemnej sympatii pomiędzy przewodnikiem i psem. Może się to wydać dziwne czytelnikowi nie obytemu z psami, lecz nale­ży pamiętać, że czynnik ten odgrywa bardzo dużą rolę we wza­jemnych stosunkach. Jeśli więc nabyty przez Was szczeniak w miarę przedłużające­go się współżycia nie przypadnie Wam do serca lub zauważycie, że nie zdołaliście sobie zaskrobić jego zaufania i przywiązania, roz­wiążcie ten stosunek nie rokujący niczego dobrego na przyszłość. Być może ten sam pies znajdzie lepszy kontakt z innym panem, a i Wam uda się w innym osobniku nawet tej samej rasy znaleźć sympatyczniejszego partnera. Psy to nie maszyny spod sztancy, lecz żywe indywidualności.