Reklama
A A A

JAK POROZUMIEWAĆ SIĘ Z PSEM?

Aby wychować i wyszkolić psa na dobrego towarzysza i poży­tecznego pomocnika, należy z jednej strony zrozumieć jego psy­chikę, a z drugiej — co jest znacznie trudniejsze — znaleźć drogę do wypowiedzenia swej woli w sposób dla niego zrozumiały. In­teligencja p6a wyraża się w tym, że wykonuje on szereg czynności będących przejawami samodzielnego myślenia. Nie znaczy to jed­nak, by psi proces myślenia, tj. związek między skojarzeniem a bodźcem, który to skojarzenie wywołał, miał zawsze przebieg analogiczny jak u człowieka. Poza tym należy pamiętać, że wiele, jeżeli nie większość czynności psa opiera się na instynktach. Zwie­rzęta udomowione zachowały różne odruchy instynktowe, które u przodków ich były celowe, a które są zupełnie niepotrzebne w obecnym ich życiu. Nie chcąc rozszerzać tematu ograniczę się do dwu przykładów, powszechnie znanych i często cytowanych. Pies ma zwyczaj za-grzebywania mniej lub bardziej dokładnie swych odchodów. Dzicy przodkowie wykonywali tę czynność być może w celu zatarcia swych śladów przed wrogami. Kładąc się do snu na podłodze pies kręci się w kółko przez dłuższą chwilę, jak gdyby zgniatając w ten sposób stepowe trawy, wśród których słał swe legowisko jego dziki przodek. Dziś, gdy pies żyje w zmienionych warunkach, obie te czynności są bezużyteczne, a jednak przetrwały one jako prze­jawy instynktu przez tysiące lat. Człowiek prawidłowo wychowując psa, wykorzystuje wszyst­kie jego instynkty i stara się zużytkować je dla własnej korzyści. Tresura jest łatwa, gdy przebiega zgodnie z odruchami wrodzony­mi, trudna lub bezowocna, kiedy zamierzenia człowieka wobec zwierzęcia są z nimi sprzeczne. Do tego tematu powrócę jeszcze w części drugiej — „Praktyczne wskazówki nauki i wychowania psa". Aby zrozumieć psychikę psa, trzeba brać pod uwagę, że jego dziki przodek w odróżnieniu np. od kota czy lisa żył zawsze w gro­madzie, podobnie jak koń, bydło i inne zwierzęta stadne. Groma­dę albo stado psów nazywamy sforą, a jedną z najważniejszych cech charakteru psa określamy instynktem sfory. Instynkt ten jest obok instynktu samozachowawczego niewątpliwie najsilniejszym bodźcem w postępowaniu i zachowaniu psa. Pies udomowiony, pozbawiony swych naturalnych towarzyszy, stwarza sobie sforę zastępczą w nowym otoczeniu. Na tym opiera się najistotniejsza dla nas psia „cnota" — wierność, czyli przywiązanie do pana. Ponieważ dzicy przodkowie psa byli ruchliwi i przenosili się z miejsca na miejsce, więc też i pies dzisiejszy przywiązuje się wię­cej do towarzysza—człowieka niż do domu. Dlatego łatwo zżywa się z nowym mieszkaniem, jeśli tylko członkowie jego sfory za­stępczej znajdują się przy nim. Inaczej zachowuje się kot, który poza okresem rui nie jest towarzyski i przywiązuje się głównie do swego rewiru łowieckiego, gdzie nie toleruje towarzyszy. W sforze psów, np. pociągowych, panuje zawsze ustrój hierar­chiczny. Na czele sfory stoi pies przewodnik, któremu wszystkie inne są podporządkowane. W reszcie sfory jest też ustalony pe­wien porządek ważności i znaczenia. Młode muszą ustępować star­szym, lecz i na odwrót — starszyzna zajmuje stanowiska obronne, jeżeli młodzież jest zagrożona przez obcego napastnika. Podobnie i pies przy rodzinie ludzkiej podporządkowuje się panującej w niej hierarchii i bardzo prędko potrafi wyczuć, kto zajmuje stanowisko władcze, a kto podwładne. Wychowawca powinien wykorzystać ten wrodzony instynkt, by z miejsca narzucić psu swoją wolę jako przewodnika „sfory". Przy większym gronie domowników widzimy wyraźnie, że pies całkowicie podporządkowuje się tylko jednej osobie. Zwłaszcza ra­sy bojowe uznają chętnie tylko jednego przewodnika, a wobec in­nych współtowarzyszy usiłują zajmować stanowisko równorzędne, a niekiedy nawet nadrzędne. Psy takie np. zaledwie tolerują służ­bę domową, zupełnie ignorując jej rozkazy, a nawet często próbu­jąc jej narzucić własną wolę. Innymi względami darzą one nato­miast, małe dzieci, widząc w nich przynależne do sfory istoty sła­be, których pilnują razem lub niejako w zastępstwie przewodnika. Pomijając bójki, wybuchające między członkami jednej sfory w razie konfliktu o władzę, o jakiś upatrzony kąsek czy o wzglę­dy suki, między nimi panuje „solidarność" w obliczu wspólnych wrogów, w obronie wspólnie upolowanego łupu lub zagrożonych wspólnych interesów. Stąd wywodzi się instynkt obrony pana, je­go domowników i własności. Czynnikiem decydującym o poczuciu przynależności jest za­pach sfory. Ten motyw też bierze się pod uwagę przy oswajaniu nowego psa. Podobnie psy zadomowione w pewnym zespole czy zagrodzie zżywają się z nowo przybyłym dopiero po jakimś czasie, gdy przybysz się „odwietrzy", tj. pozbędzie się woni obcej sfory, a przejdzie zapachem danego domostwa. Do tego czasu należy uważnie pilnować nowo przyjętego, by nie padł ofiarą agresji swych zazdrosnych „gospodarzy". Proces zadomowienia psa moż­na przyspieszyć przez danie mu na posłanie odzieży przepojonej zapachem nowego pana. W ten sposób oswaja się on prędzej z no­wą „sforą", a ta z kolei łatwiej przyjmie „intruza". Instynkt sfory przejawia się też w tym, że w razie bójki w sfo­rze psy zbiorowo rzucają się na jednego z reguły słabszego partne­ra. Na to powinni zwrócić uwagę posiadacze większej gromady psów. Działanie takie jest instynktowne i nie można tu w sposób antropomorficzny mówić o „złym charakterze". Instynktowość działania przejawia się m.in. w tym, że mimo iż dwa psy stanowią normalnie w sforze parę zgranych „przyjaciół", to w przypadku gdy jeden ulegnie w walce z trzecim przeciwnikiem, dotychcza­sowy „przyjaciel" dołącza się do sfory wykańczającej pokonanego. PieSj tak jak wszystkie zwierzęta, jak 1—2-letnie dzieci, nie ma zdolności abstrakcyjnego myślenia. Niezrozumiała jest dlań przeto mowa ludzka jako taka. Pies zapamiętuje tylko pewne wy­razy jako dźwięki kojarzące mu się z faktami które po nich nastę­pują, względnie z czynnościami, które po nich powinien wykonać, jeżeli chce osiągnąć skutek przyjemny lub uniknąć przykrości. Światopogląd psa opiera się na przyjmowaniu wrażeń ze świa­ta zewnętrznego, poznawanego przez zmysły, o których była już mowa. Poza tym w psie drzemie szereg popędów instynktowych, które można celowo wykorzystywać lub tłumić. Przez naukę natomiast kształcimy inteligencję psa, starając się w umyśle jego wywołać odpowiednie skojarzenia, utrwalające przekonanie, że po odebraniu pewnych bodźców akustycznych, optycznych lub dotykowych (tzw. rozkazów) powinien wykonać jakąś pracę albo czegoś zaniechać, jeśli chce uniknąć niemiłych skutków lub doznać przyjemnych wrażeń. Skojarzenia te wywołu­jemy przy pomocy bodźców-rozkazów wydawanych słownie, do­tykowo lub gestem. Po zadziałaniu takim bodźcem zmuszamy psa do wypełnienia jakiegoś zadania lub zaniechania czynności niepo­żądanej i zależnie od tego, czy pies podporządkuje się naszej woli, stosujemy mniej lub bardziej przykre i stanowcze środki przymu­su albo sprawiamy mu przyjemność. Rozkaz jest więc tylko hasłem sygnalizującym, że po nim na­stąpią pewne zdarzenia miłe, jeśli pies zachowa się w sposób na­rzucony mu przez przewodnika, a nieprzyjemne, jeśli zachowa się inaczej. Trzeba pamiętać, że zamierzone skojarzenie powstanie tylko wtedy, gdy środki przymusu czy zachęty działają równo­cześnie z bodźcem — rozkazem lub łączą się bezpośrednio z re­akcją psa. Jeżeli istnieje między nimi pewna rozpiętość czasowa, do powstania właściwych skojarzeń nie dochodzi albo, co gorsze, dochodzi do skojarzeń wadliwych. Wadliwe zaś skojarzenia mogą za jednym zamachem zburzyć całkowicie lub na pewien czas za­ufanie psa do przewodnika. Naprawienie takich błędów wymaga zawsze wiele czasu i umiejętności, a z zasady nie udaje się temu, kto raz dopuścił do powstania nieporozumień między sobą a psem. Błędy te łatwiej może naprawić nowy, ale inteligentny przewod­nik. W dalszym ciągu będę używał określeń „kara" lub „nagroda", aby uniknąć zbyt długiego powtarzania tych samych opisów, lecz zaznaczam, że terminy te nie mają nic wspólnego z naszymi poję­ciami, jak u ludzi, u których łączą się logicznie jako następstwa winy czy zasługi. Pies nie zna norm etycznych, a tym samym nie może ich przekroczyć, ani być winnym według kryteriów ludz­kich. Jedynym dążeniem psa jest ułożenie sobie życia tak, jak na­kazują to naturalne popędy. Twierdzenie jakoby pies w poczuciu winy okazywał skruchę lub zawstydzenie jest tylko dowodem nie­znajomości psychiki psa. Nieporozumienie to wynika z błędnych wniosków wyciąganych z zachowania się psa. Stan faktyczny następujący: Pies popełnia coś, co według pojęć jego pana jest przekroczeniem obowiązujących norm etycz­nych. Z chwilą dokonania „przestępstwa" spostrzega zmianę w za­chowaniu się pana. Zmiana ta może być bardzo nieznaczna, a nawet nie zamierzona. Pies jednak jest niezwykle czułym ob­serwatorem i reaguje w lot na wszelkie przejawy stanu psychicz­nego człowieka. Nauczony doświadczeniem wie, że gniewny lub oburzony wyraz twarzy albo innego rodzaju zachowanie się pana jest zapowiedzią czegoś niemiłego. Przybiera więc postawę „skru­szonego", której skrajna forma wyraża się przez czołganie i wy­wrócenie na grzbiet z odsłonięciem brzucha i podgardla. Pan tłu­maczy to sobie jako prośbę o przebaczenie i łączy z tym poczucie winy. Prawdziwe przyczyny rzekomej skruchy można poznać obser­wując zachowanie się psów między sobą. Dwa psy spotkawszy się podchodzą do siebie z nieufnością i przyjmują na wszelki wypadek postawą bojową. Postawa ta wyraża się przez napięcie mięśni go­towych do ataku, najeżenie sierści (pies dodaje sobie w ten sposób instynktownie pozorów zwiększenia ciała), przez podchodzenie bo­kiem (w ten sposób chroni się przed niespodziewanym atakiem), wreszcie przez szczerzenie zębów i warczenie. W tej postawie psy chodzą naokoło siebie, mierzą swe siły, obwąchują się wza­jemnie w celu poznania nastroju i zamiarów przeciwnika. Jeśli partner wyda się niegroźny, pogotowie bojowe zwolna ustępuje, dochodzi więc do zbliżenia, zabawy lub obojętnego rozejścia się. Może być jednak inaczej, gdy psy mają do siebie wrogi stosu­nek, stają się rywalami albo konkurentami. Wtedy, jeżeli partne­rzy czują się dostatecznie silni, dochodzi do walki, która rozma­icie się kończy, zależnie od faktycznych sił i temperamentu prze­ciwników. Bywa również jeszcze inaczej. Jeden z walczących, ob­darzony mniej bojową naturą i słabszą budową, przekonawszy się, że jego przeciwnik znacznie przewyższa go siłą, zmienia nagle pod­stawę. Pada na ziemię odsłaniając swe najczulsze miejsce — brzuch albo też opuszcza kark jakby nadstawiając go do gryzie­nia. I wtedy, o dziwo! groźny napastnik postępuje w sposób dla laika zgoła nieoczekiwany. Widząc poddanie się, rezygnuje z za­mierzonego ataku. Zadowala się tym, że przeciwnik ustąpił i jeżeli jest to pies obcy, odchodzi odeń obojętnie, a jeśli towarzysz sfory — uważa go za podporządkowanego sobie. Podporządkowa­nie to trwa do czasu, póki słabszy nie uzna, że zmienił się na jego korzyść stosunek sił. Wtedy dochodzi do walki i pokonany na dłu­go respektuje autorytet zwycięzcy. Taką właśnie postawę „pokory" lub „skruchy" zajmuje pies w chwili, gdy odczuwa, że grozi mu agresja ze strony silniejszego przewodnika „sfory" — pana. Jeśli chodzi o wzajemny stosunek dwu psów, to chciałbym na­dmienić, że walce można zapobiec i psa przywołać do siebie tylko wtedy, gdy jest on bardzo blisko nas, w każdym razie bliżej niż przeciwnik. Jeśli natomiast wyłoni się nieoczekiwanie taka sytu­acja, że w pobliżu naszego psa, który odbiegł dość daleko, pojawi się inny pies, należy się zachować spokojnie i obojętnie. Pies bo­wiem, jeśli nie jest zupełnie ułożony i do pewnego stopnia „zme­chanizowany", nie przyjdzie, mimo naszego wołania. Zresztą nie może on przyjść, bo byłoby to wbrew odwiecznym prawom psiej natury. Pies poza innymi instynktami obdarzony jest przez naturę także instynktem gonienia łupu, uciekającej przed nim zwierzyny. Jeśli więc nasz pies znajdzie się w polu widzenia innego psa, zwłaszcza większego lub równego wzrostem, to mimo że nęci go wezwanie pana, posłuchać go po prostu nie może. Odwracając się bowiem od przybysza i odchodząc odeń w szybkim tempie, stwa­rza tym samym pozory ucieczki. Uciekająca zaś zwierzyna wywo­łuje w innym psie chęć pogoni i zdobycia łupu. O tym wszystkim mówi naszemu psu głosem krwi doświadczenie wielu pokoleń. Szybki powrót do pana byłby zatem odstępstwem od norm postę­powania wytkniętych mu przez instynkt i niebezpieczeństwem wy­dania się na prześladowanie przez rywala, z którym nie wymienił ceremonialnego przedstawienia się na psi sposób. Zresztą takie spotkania czy nawet konflikty kończą się zwykle mniej groźnie, niż zapowiadają się, zwłaszcza na neutralnym grun­cie. Jeśli jednak dochodzi do walki groźnej, obaj właściciele psów powinni wkroczyć energicznie w celu odciągnięcia swych wycho­wanków. Najważniejszą rzeczą jest wtedy zachowanie spokoju, gdyż jakiekolwiek zdenerwowanie obu właścicieli udziela się psom i podnosi jeszcze bardziej ich bojowy nastrój. Nie wymagajmy więc od psa rzeczy sprzecznych z jego wrodzonymi impulsami. Przerobienie lub stłumienie instynktów wymaga dużo pracy i cierpliwości. Zadanie takie można wykonać, lecz oprócz czasu wymaga ono od przewodnika wielkiego doświadczenia i wyjątko­wego umiaru wychowawczego. Poza tym pies, u którego brutalnie tłumiono przejawy instynktu, stanie się wystraszonym ,„maneki-nem" i zamiast własnej inicjatywy wykazywać będzie tylko na­bytą efektowną karność, a więc nie sprawi przyjemności żadnemu prawdziwemu miłośnikowi zwierząt. Podobnym źródłem nieporozumień jest postawa, którą można nazwać postawą „zawstydzenia". Przybiera ją pies, gdy pan za­czyna go karcić dla zasady, lecz sam nie jest poruszony gniewem, a może nawet raczej rozśmieszony i przemawia w tonie niezrozu­miałym dla psa. Pies waha się i nie jest pewien, czy pan się gnie­wa i grozi karą, czy też, jak to nieraz bywało, zaprasza do zbliże­nia się, a nawet zabawy. Uczucia jego oscylują między ufnością a trwogą; nie wie jak się w tej niejasnej sytuacji zachować i dla­tego ukazuje nam „zawstydzoną twarz". Instynkt sfory, jak już wspomniałem, stanowi tło, na którym dopiero rozwijają się wszelkie inne przejawy życia wewnętrznego psa. W braku psich towarzyszy stwarza on sobie sforę zastępczą z ludzi czy też zwierząt domowych i stąd powstają przyjaźnie z kotem, koniem, a nawet kurą czy papugą. Drogi, na jakich wy­ładowuje się instynkt sfory, są nieraz zupełnie nieoczekiwane. Celem wychowawcy powinno być jak najbliższe zżycie się z psem, aby powstał nierozerwalny związek przyjaźni, w którym pies czułby się członkiem sfory bezwzględnie podporządkowanym przewodnikowi — panu. Stanowisko przewodnika w stosunku do dorosłego psa, zwłaszcza z rasy bojowej, trzeba sobie nieraz dopie­ro wywalczyć zdecydowanym postępowaniem, a być może i siłą fizyczną. Ta walka o władzę nie jest przejawem złych cech psa czy „nie­wdzięczności" wobec chlebodawcy, jak to laicy zwykli mówić. Jest to zupełnie naturalny bieg wypadków, a umiejętne wychowanie właśnie na tym polega, że po jednej lub kilku kolizjach pies pod­porządkuje się swemu panu jako silniejszemu członkowi sfory, co pozwoli na zapanowanie idealne] harmonii w ramach ustalonej hierarchii. Próby buntu nie tylko nie należy uważać za dowód złości ze strony psa, przeciwnie, właśnie z takich psów, które usiłują na­rzucić swą wolę, wyrastają najlepsi obrońcy i przyjaciele. Oczy­wiście nie jest rzeczą łatwą opanować psa, który przeżył kilka lat nie uznając nad sobą władzy i w licznych starciach z otoczeniem nie ustępował przed nikim. Podporządkowanie sobie takiego psa jest zadaniem przerastającym możliwości przeciętnego, początku­jącego amatora. Doświadczony przewodnik "opanuje go spokojem i pewnością siebie, która jest najskuteczniejszym środkiem wycho­wania. Ujarzmienie psa starego, zupełnie już zmanierowanego, wchodzi w zakres prac pogromcy; do tego trzeba mieć specjalne zdolności i kwalifikacje. Na ogół jednak nie ma takiego psa, któ­rego naprawdę zdolny i doświadczony przewodnik nie mógłby opanować i ułożyć, chyba że zwierzę jest psychicznie nienormal­ne, bo i takie bywają. Bywają też psy o władczej naturze, które w rękach osoby ukła­dającej stają się potulne jak owieczki, ale z chwilą przejścia do rąk innej osoby, nie umiejącej narzucić im swej woli lub co gorsze bojaźliwej, momentalnie wyczuwają swą przewagę i starają się tę przewagę wykorzystać. Jeśli więc ktoś nie należy do odważnych i jest w dodatku nerwowy, niech nie trzyma psa bojowego, gdyż wkrótce nie pies jemu się podporządkuje, lecz odwrotnie. Trafiają się, choć niezmiernie rzadko, psy o naturze „urodzo­nego przywódcy". Taki pies nie podporządkuje się nikomu i w naturalnych warunkach tak długo zachowuje rolę „watażki", spychając rywali o władzę, póki nie napotka drugiego osobnika o podobnym charakterze. Dochodzi wtedy do ostatecznej rozgryw­ki, w której żaden nie ustąpi, nawet przed przeważającą siłą, aż do upadku. Gdyby czytelnika nieszczęśliwy los obdarzył podobnym wychowankiem, radzę oddać go na stróża podwórzowego; w no­wej roli i w odpowiednich warunkach nie będzie nikomu zagrażał. Z reguły jednak walka o pozycję władczą nie prowadzi do zbyt tragicznych skutków; nie zawsze decyduje siła, lecz zdecydowana postawa. Wracając jednak do problemu kary i nagrody — należy starać się tak oddziaływać na psa, by pod żadnym pozorem nie powstało u niego skojarzenie, że przyjazne zbliżenie się do pana pociąga za sobą przykre skutki. Sfera w pobliżu pana powinna być zawsze sferą zupełnej pewności bezpieczeństwa, a pan — źródłem psychi­cznych i fizycznych przyjemności. W miarę możności należy wszystkie nagrody łączyć ze swoją osobą lub z czynnością pożąda­ną, kary natomiast z czynnością niepożądaną i ukrywać przy tym związek przyczynowy między karą a swoją osobą. W jednym tyl­ko wypadku można odstąpić od tej zasady, a mianowicie wtedy, gdy pies przy ewentualnej walce o władzę zaatakuje pana. Wów­czas wszystkie środki użyte stosownie do stopnia agresji i wielkoś­ci psa są dobre, jeśli z ich pomocą potrafimy przekonać go, że jes­teśmy silniejsi. Autorytet przewodnika jest równie ważny jak ko­nieczność zyskania zaufania psa. Stanowczość wychowawcy po­winna wskazać granicę, poza którą psu nie wolno wykraczać. Na­leży odróżnić krzywdę wyrządzoną panu nieumyślnie, np. przez nieostrożność w zabawie, od agresji w przystępie buntu. Różnica jest tak wyraźną, że nawet zupełny nowicjusz zorientuje się od razu w zamiarach wychowanka. Jeśli pies odgryzie się odruchowo w razie np. przypadkowego nadepnięcia mu na łapę w czasie za­bawy, wystarczy skarcić go za to energicznie, lecz umiarkowanie i spokojnie. Zabawy są bardzo pożądane, wpływają bowiem na lepsze poznanie psa i obustronne przywiązanie oraz na wyrabia­nie spostrzegawczości u wychowanka. Wszelkie jednak przejawy wyraźnego buntu powinny być tłumione radykalnie. Jest to jedy­na sytuacja, kiedy wychowawcy wolno stosować bicie i to ostre aż do skutku, póki pies nie podda się i nie zaniecha jakichkolwiek od­ruchów agresji, jak gryzienie, warczenie itp. Należy go przy tym dobrze osadzić smyczą lub łańcuchem, by nie mógł nie tylko na­padać,, lecz i uciec. W razie udanej ucieczki nabierze przeświad­czenia, że w ten sposób można się ratować przed bezpośrednim atakiem. Trzeba przeto wywalczyć zwycięstwo. Z chwilą jednak gdy pokonany pies okaże „skruchę", należy krótko i z umiarem pogłaskać go, oczywiście bez czułości, i odnosić się do niego zupeł­nie normalnie. Pogłaskanie psa ma na celu zarówno uspokojenie go po przykrej interwencji, jak i przekonanie się, czy nie będzie próbował ponownie zaatakować ręki — wtedy bowiem trzeba kon­tynuować karę aż do ostatecznego skutku. Zresztą nie tylko biciem można wykazać swą przewagę nad buntującym się psem. Bardzo skuteczne i celowe jest uchwycenie go ręką (zaopatrzoną w grubą rękawicę) za kark,, podniesienie na pewną wysokość, energiczne potrząśnięcie (oczywiście bez naraże­nia na uszkodzenie jego ciała) i ewentualne równoczesne „prze­trzepanie" mu skóry. Tak postępuje suka ze szczeniakiem, a pod­niesienie z ziemi wywiera często jakby magiczny wpływ, bo prze­konuje „buntownika" o wszechwładzy „przewodnika sfory". Na pocieszenie czytelnika, być może przerażonego perspekty­wą, „walki o władzę", mogę powiedzieć, że ten, kto konsekwentnie i rozumnie chowa psa od szczenięcia, nie będzie miał potrzeby z nim walczyć. Największy pies dobrze prowadzony ma wobec swego przewodnika zdecydowanie uległy stosunek. Częściej raczej trzeba uważać, by nie nadużyć swojej władzy i nie stłumić inteli­gencji psa przez mechaniczną tresurę. Dlatego z wyjątkiem wy­padków, gdy przejawia agresję, nigdy nie powinien on doznać sil­niejszych bezpośrednich przykrości od swego pana. Wzbudzenie u pupila bezwzględnego zaufania do przewodnika powinno być dominującym celem wychowania. Zaufanie to można wyrobić szczególnie łatwo przy karmieniu psa i to od pierwszych tygodni jego życia. Pies z natury ma wrodzony instynkt obrony pokarmu. Jest to zrozumiałe, jeśli się zważy, że jego protoplasta polował w sforze i gromadnie spożywał wspólny łup. Łup ten był często mniejszy niż apetyty członków sfory i dlatego w pełni mógł zaspokoić głód tylko ten uczestnik polowań, który miał szybki re­fleks, ułatwiający w konkurencji zdobywanie najponętniejszych kęsów. Obserwujemy do dziś, że pies, w odróżnieniu od zwierząt roślinożernych czy np. kota, który sam zdobywa i spożywa swą zdobycz, rzuca się na pokarm łapczywie, zwłaszcza gdy tym po­karmem jest surowe mięso, wyzwalające w psie ten odwieczny in­stynkt. Pies pobierający pokarm sam bez towarzystwa, jada znacznie spokojniej i dlatego, jak również ze względów higienicznych, gdy w domu jest kilka psów, należy każdego karmić oddzielnie,, z włas­nej miski. Miski trzeba stawiać zawsze w tym samym miejscu i przez to nauczyć psy jadania tylko z oddzielnego naczynia. Ro­zumiejąc przyczyny zazdrości o jedzenie, nie możemy nigdy do­puścić do powstania u psa skojarzenia tego rodzaju, że pan jest jego konkurentem w walce o pokarm. Kardynalnym błędem jest, gdy wychowawca lub domownicy drażnią psa, zwłaszcza w czasie posiłku. Dobrze jest natomiast gdy pies tak przyzwyczai się do ręki pana, że ten będzie mógł bezpiecz­nie zabrać mu z pyska każdy, nawet najsmaczniejszy kąsek. Dla­tego szczenię trzeba jak najwcześniej oswajać z podchodzeniem do niego i głaskaniem w czasie posiłku oraz zabieranie mu pokarmu sprzed nosa. Ćwiczenie to należy przeprowadzać zawsze z naj­większym spokojem i łagodnością, a ewentualne próby oporu tłu­mić stanowczo i cierpliwie,, ale nie przez bicie, lecz przez odsunię­cie psa z drogi czy od miski. Pokarm zabrany dobrze jest potrzy­mać chwilę i z równym spokojem oddać z powrotem. Odbierając kość nie sięgamy po nią gwałtownie, lecz chwyta­my psa spokojnie za kark, a następnie jak najspokojniej wyjmu­jemy drugą ręką kość z pyska. Manipulacja ta ma być „zabie­giem" a nie wydarciem łupu. Gdy się ma do czynienia z nowo nabytym, dorosłym psem, do ćwiczenia tego trzeba podchodzić ostrożnie, ale bez obaw, gdyż każdy przejaw słabości zachęca zwierzę do agresji. Rozumny wy­chowawca zawsze stara się wystrzegać sytuacji mogących dopro­wadzić do niepotrzebnego konfliktu. Nie znaczy to, by przewodnik miał ustępować psu, lecz po prostu powinien unikać drażliwych momentów i starać się powoli i spokojną stanowczością narzucić zwierzęciu swoją wolę w sposób dlań niepostrzeżony. Aby pies pozwalał bez sprzeciwu odbierać sobie pokarm, trze­ba w tym wypadku zastosować metodę stopniowego,, łagodnego przyzwyczajania. Należy oczywiście przede wszystkim karmić go przez kilka dni do syta. Następnie, jeśli jest wyjątkowo agresyw- ny, podaje się mu pokarm roślinny, raczej mało ponętny, bez do­datku mięsa. Taki pokarm pies pożera mniej łapczywie. Prze­wodnik pragnąc oswoić swego agresywnego pupila, podchodzi spo­kojnie do niego i wkłada mu do miski kawałki mięsa lub inne smakołyki. Pies przekonuje się wtedy, że ręka pana zbliża się do pokarmu nie w złych zamiarach, lecz w dobrych. W ten sposób nabiera zaufania do swego chlebodawcy, co jest niezbędnym wa­runkiem do uzyskania dobrych wyników wychowawczych. Przy pożywianiu się uwidacznia się pozycja hierarchiczna psa w sforze. Jeśli łup jest obfity, sfora posila się bez walki o miejsce, w przeciwnym razie jej członkowie zajmujący niższą pozycję hie­rarchiczną muszą ustąpić, albo zająć mniej korzystną pozycję. Ciekawe jest, że przy wodopoju nigdy nie wybuchają w sforze walki o miejsce i nie przejawiają się różnice hierarchiczne. Obustronne zbliżenie da się osiągnąć prędko i skutecznie,, jeśli człowiek swój stosunek do psa przeniesie na płaszczyznę „wspólnej sfory" z uwzględnieniem wszystkich naturalnych cech psiej psy­chiki. Tu należałoby nadmienić, że w psiej sforze istnieje jak gdy­by pewna tolerancja wobec współtowarzyszy. Pies nie zrobi krzywdy słabszemu współtowarzyszowi sfory i cierpiącemu. Trzeba jeszcze dodać, że psia natura wymaga snu bardzo dużo i dlatego pies każdą wolną chwilę spędza śpiąc. Sen jego jest bar­dzo lekki i tym tłumaczy się u niego potrzebę częstego spania. U człowieka sen głęboki choć krótki, jest bardziej krzepiący niż drzemka, w czasie której nie traci kontaktu ze środowiskiem. Pies natomiast rzadko kiedy śpi snem głębokim. Trafia się to tylko po niezwykle silnym zmęczeniu. Lekki sen z zachowaną w jego trak­cie czujnością jest również cechą odziedziczoną po dzikich przod­kach, żyjących w ciągłym pogotowiu bojowym. Cechę tę człowiek starał się utrzymać, eliminując z hodowli osobniki obdarzone snem głębokim, a tym samym nie czujne. Poprzednio wspomniałem o stosowaniu kar i nagród jako ha­mulców i pobudek, które mają powodować pożądane skojarzenia u psa. Jakiego rodzaju mają być te kary i nagrody? Karą dla psa są wszystkie przykre dlań reakcje ze strony pana: karcący głos, pozbawienie towarzystwa, przymus fizyczny i w końcu zadanie bólu. Nagrodą natomiast są wszystkie reakcje pana sprawiające mu przyjemność: przemawianie, głaskanie, przyjazne poklepywa­nie, zabawa i wreszcie smaczny pokarm. Stosowanie tych środków omawiam dokładniej w dalszej części: „Praktyczne wskazówki nauki i wychowania psa". Tu pozostałaby jeszcze do rozważenia następująca kwestia: